Lany Poniedziałek to jedna z najbardziej znanych wielkanocnych tradycji. Problem w tym, że coraz częściej śmigus-dyngus przestaje być niewinną zabawą, a zaczyna przypominać uciążliwe, a nawet niebezpieczne zachowania. Policja przypomina jasno: tradycja ma swoje granice i nie obejmuje wszystkiego.
Pierwotnie śmigus-dyngus miał charakter symboliczny i odbywał się w gronie bliskich. Dziś również to właśnie w domu, wśród rodziny czy znajomych, taka zabawa jest najbezpieczniejsza i zgodna z duchem tradycji.
Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś przenosi ją do przestrzeni publicznej i zaczyna oblewać przypadkowych ludzi – szczególnie tych, którzy w ogóle nie chcą brać w tym udziału. Szczególnie kontrowersyjne są sytuacje pod kościołami. Oblewanie osób idących na mszę lub z niej wracających trudno uznać za niewinny żart. To osoby ubrane odświętnie, często z dziećmi, które nie spodziewają się takich zachowań. Jest też dużo osób starszych, które oblane wiadrem z wodą mogą poważnie zachorować. W takich przypadkach policja może uznać to za zakłócanie porządku publicznego czyli wykroczenie.
Funkcjonariusze zwracają uwagę także na inne praktyki, które z tradycją mają niewiele wspólnego: oblewanie ludzi w autobusach i na przystankach, polewanie pasażerów komunikacji miejskiej wylewanie wody na osoby wchodzące do klatek schodowych robienie „zasadzek” i lanie wody po otwarciu drzwi, używanie wiader zamiast symbolicznego psiknięcia. Znane są również drastyczne przypadki wyrzucenia reklamówek z wodą z okien.
Takie działania są już wyraźnym naruszeniem zasad współżycia społecznego i mogą być traktowane jako wykroczenia. Najczęściej stosowany jest art. 51 Kodeksu wykroczeń, czyli zakłócanie spokoju i porządku publicznego, wtedy mandat może wynieść od 500 zł. Jeśli sprawa trafi do sądu, kara może sięgnąć nawet 5000 zł. Wszystko zależy od skali zdarzenia i jego skutków.
Jeśli w wyniku oblania ktoś poniesie straty np: zniszczony telefon, ubranie czy dokumenty to sprawa może zostać zakwalifikowana jako uszkodzenie mienia. W skrajnych przypadkach możliwa jest nawet odpowiedzialność karna, np. za naruszenie nietykalności cielesnej i więzienie za rzucanie reklamówek z wodą z balkonów.
Śmigus-dyngus to tradycja, ale nie przymus. Jeśli ktoś nie chce być oblany to trzeba to uszanować.
Najbezpieczniej? Zostać przy symbolicznej zabawie w gronie znajomych. Bo lanie wody na przypadkowych ludzi czy to pod kościołem, w autobusie, czy pod drzwiami z tradycją nie ma już wiele wspólnego, a może skończyć się bardzo nieprzyjemnie. Jeśli dzieci kogoś obleją małym pistoletem jest to dopuszczalne i zgodne z tradycją. Fot. pani Teresa



